Armada

1 czerwca 2016

758878gwiazdka-5Armada – Cline Ernest

Wydawca: Feeria

Po raz pierwszy sięgnęłam po książkę, w której są kosmici. Uważałam, że najazdy obcych na Ziemię to mogę sobie zobaczyć w telewizji i to odda wszystkie emocje z tym związane. Nawet nie wiecie jaki błąd popełniłam! To co jest opisane na kartach powieści „Armady” jest niesamowite! Wszystkie te opisy pojazdów, strategie walki… Jestem po prostu tym zachwycona ♥

Nie będę Wam chyba jeszcze bardziej zbliżać fabuły książki, bo opis idealnie oddaje charakter powieści. Zack jest wielkim fanem gry Armada, w którą grają ludzie z całego świata, jednak to nie cały świat, a właśnie on zajmuję 6 miejsce w czołówce najlepszych graczy. Wśród sojuszników jest istną legendą, a nawet herosem przestworzy. Jego talent strategiczny jest niepowtarzalny i to dzięki niemu różne misje się udawały. I to może on być jedyną szansą na ocalenie świata wirtualnego i prawdziwego. Przed budynkiem szkoły Zacka przylatuje pojazd wyglądający identycznie jak w grze, który zabiera go do przywódcy i kwatery EDA, gdzie dowiaduje się że Armada to nie tylko gra lecz symulator przygotowujący przyszłych żołnierze do wojny z obcymi.

Czyż sam pomysł na książkę nie jest ciekawy?Jeżeli nie to może zachęci Was to, że można tu znaleźć wiele odniesień do Gwiezdnych wojen czy Star Treka, do tego jest też wiele cytatów z piosenek rockowych, które idealnie wpasowywały się do odpowiedniego momentu w historii.

Historia Zacka to nie tylko walka z obcymi, ale walka z samym sobą. Chłopak cierpi na nadpobudliwość co czasami utrudnia mu życie. Do tego ma tendencje do nie słuchania poleceń innych, a co najważniejsze cierpi z powodu straty ojca, którego w ogóle nie znał, a błądzi w jego życiu cały czas. Jednak mimo tego bardzo go polubiłam i zżyłam się z nim. Potrafił być zabawny, słodki i uroczy. Do tego miał talent przywódczy i podejmował racjonalnie decyzje, w większości przypadków. Nie myślał tylko o sobie i martwił się o losy najbliższych. Co mi się też w nim bardzo spodobało to to, że nie był tylko posłusznym żołnierzykiem podporządkowanym dowódcy, tylko osobą myślącą, której gdy pewne elementy się nie zgadzały to szukał innych rozwiązań i odpowiedzi na nurtujące go pytania. Postać, którą też bardzo polubiłam była Lex. Śmieszna młoda dorosła, istny geniusz informatyczny! To dzięki niej bohaterowie żyli. Od początku czułam z tą postacią zażyłość i wiedziałam, że będzie ważna. Polubiłam ją za bunt, poczucie humoru i to jak potrafiła z Zaciekiem rozmawiać. Taki wisielczy humor, który często przeplatał się w tej powieści.
Wiem, że to co teraz napiszę może wydawać się dziwne, ale uwielbiam jak w książkach są opisane sceny walki lub opisy maszyn itp. To co spotkałam tutaj, jak dla mnie było epickie! Opisy były tak dokładne i plastyczne, że wyobrażenie sobie tego było tak proste jak zasypianie 😀 Naprawdę te wszystkie droidy, wiwerny, bazyliszki HONDT-y były tak realistyczne, że czasami myślałam, że one stoją tuż przede mną.

Może powiem jeszcze co nieco i stylu autorka, który jest dość specyficzny. Powiem tak początek książki nie był obiecujący. Pierwsze 50 stron było dla mnie o tyle ciężkie, bo nie oglądałam ani Gwiezdnych wojen, ani Star Treka ani innych podobnych filmów Sci- FI, tylko Dzień Niepodległości :D. Więc wszystkie te porównania nic mi nie dawały, a utrudniały. Jednak później jak tych porównań było coraz mniej, a akcja i walka się rozkręciły miałam ten stan „Jeszcze jeden rozdział i idę spać” tak jasne, a godzina później, a Paulina dalej czyta ^^ Więc tak trzeba dać książce szansę, bo warto. Im dalej tym akcji jest więcej, pojawiają się coraz to nowsze informacje i postacie, wychodzą na jaw nowe fakty, a najważniejszy w tym wszystkim jest czas, który gna nieubłaganie i każda sekunda jest ważna.

Podsumowując, jeśli jeszcze do tego nie doszliście dlaczego uświadomiłam sobie dlaczego zaczęłam czytać to już wyjaśniam. Ta powieść przypomniała mi jak to jest się przenieść w naprawdę inny świat, pełen droidów i Lodołamaczy i gier komputerowych. Poznawanie nowych historii i przygód, polubienia nowych postaci i zżycie się z nimi, opłakiwanie poległych, poznawanie nowych autorów i ich pomysłów na powieści. To to co chyba kocha każdy książkoholik. A Pan Cline mi to uświadomił, właśnie dzięki „Armadzie”, która z całą pewnością trafi do moich ulubionych i sentymentalnych książek obok Igrzysk Śmierci i Darów Anioła.

Miasto Książek

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz dodać zdjęcie (JPEG)