Epidemia Tom 0,5

30 października 2016

epidemia-tom-05_okladkagwiazdka-5Epidemia Tom 0.5 – Young Suzanne

Wydawca: Feeria

Miesiąc temu miałam przyjemność zapoznać się z częścią zero Programu, czyli „Remedium”. Pierwsza część losów Quinlan niezwykle mocno trafiła w moje serducho i zagościła w nim na dłużej, przez co nie mogłam się doczekać, aż dorwę w swoje ręce drugą część tej dylogii! Jak na tle „Remedium” wypadła „Epidemia”? Quinlan McKee wie, że całe jej życie było jednym, wielkim kłamstwem. Wie, że została całkowicie oszukana i zdradzona przez najbliższych otaczających ją ludzi. Wie, że nie może nikomu, ale to nikomu, ufać. Musi sama rozwiązać pojawiające się wokół niej problemy, uciekając przed ścigającym ją Wydziałem Żałoby. Jednym z jej zmartwień jest epidemia samobójstw wśród nastolatków. Quinn wie, że kluczem do rozwiązania tego problemu jest córka doktora Artura Pritcharda, człowieka bezwzględnego i zdolnego do wszystkiego. Człowieka, który prawdopodobnie zrujnował jej życie. Czy Quinlan odkryje tajemnice doktora? Czy uda jej się zrozumieć zjawisko epidemii samobójstw? Czy sama wreszcie odnajdzie swoją tożsamość? Nie do końca wiem czego spodziewałam się po „Epidemii”, ale zdecydowanie nie było to to, co zaserwowała mi Suzanne Young. Czy jestem zawiedziona? Definitywnie nie. „Epidemia” różni się charakterem od swojej poprzedniczki, jednakże utrzymuje dobry poziom i sprawnie wciąga czytelnika w lekturę. W dodatku ma przepiękną okładkę, która przyciąga wzrok czytelnika! Prostota i jeden mocny akcent kolorystyczny, zielone oczy, dały naprawdę fantastyczne połączenie. „Remedium” pozostawiło po sobie pełno pytań, na które czytelnicy nie znaleźli odpowiedzi. „Epidemia” rozmywa wszelkie wątpliwości. Quinlan po kolei stara się rozwiązać wszystkie swoje problemy, jak i zagadkę epidemii. Bez wahania brnie do przodu i podąża za swoim celem – prawdą. W recenzji „Remedium” wspominałam, że charakter Quinn jest mocno rozbudowany i bardzo dobrze przedstawiony na kartach powieści. Zdecydowanie nie była to postać jednowymiarowa, lecz świetnie wykreowana bohaterka z indywidualnymi, mocno zaznaczonymi cechami charakteru. W „Epidemii” dziewczyna ewoluuje, rozwija swoje pozytywne cechy i znakomicie je wykorzystuje. Staje się zaradną, samodzielną młodą kobietą. W „połówce” Programu poznajemy bliżej wielu drugoplanowych bohaterów. Na pierwszy plan wysuwa się Deacon, który w poprzedniej części był mi dosyć obojętny, teraz sprawił, że wręcz za nim szaleję. Dobra, przyznaję nie jest idealny, ale polubiłam go. Ukochany Quinn odkrywa przed nią wszystkie swoje sekrety. Koniec kłamstw, koniec niedopowiedzeń, od tego momentu wszystko ma być między nimi jasne. Przyznam, że po odkryciu tajemnic dzieciństwa, jak i tych obecnych, znacznie łatwiej było mi zrozumieć Deacona i motywy jego postępowania. Obok Deacona mamy postać Aarona, który w zerowej części niestety nie odegrał olbrzymiej roli, jednak swoimi krótkimi wystąpieniami przypadł mi do gustu. Teraz poznajemy dokładniej jego charakter, oddanie przyjaciołom i poczucie humoru, co jest znacznym plusem dla tej powieści. Możemy wyczuć, że autorka naprawdę dobrze przemyślała wykreowanie swoich postaci, a każdy bohater posiada własny, unikalny zestaw cech osobowości. Postacią, która całkowicie podbiła moje serce w tej części jest Reed, niezwykle przystojny sobowtór, który nieco pomaga naszym bohaterom w ich misji. Zakochałam się w tym człowieku, od pierwszego zdania w którym został wspomniany. Jego poczucie humoru i sarkastyczne uwagi skradły moje serce, przez co niestety moi drodzy, niemalże popłakałam się podczas lektury dalszej części „Epidemii”. Spojlerować nie będę, ale Young wyrwała moje drobne, biedne serduszko, przerzuciła przez maszynkę do mielenia mięsa i oddała z powrotem, w milionach drobnych kawałeczków. 🙁 Język autorki jest prosty, przystępny, lecz nie banalny. Książkę czyta się stosunkowo szybko i z dużą przyjemnością. Akcja, w porównaniu do „Remedium” toczy się znacznie szybciej. Mamy tutaj więcej przełomowych wydarzeń i zaskakujących zdarzeń, a znacznie mniej refleksji nad psychologicznymi aspektami działania sobowtórów i doświadczania żałoby. Nie oznacza to jednak, że „Epidemia” jest ich pozbawiona, zdecydowanie nie. Quinlan nie przeżywa tutaj kryzysów osobowości, ona po prostu czuje, że nie posiada własnej tożsamości, musi zbudować ją od nowa. Natomiast zamiast zgłębiania tematu żałoby odkrywamy problemy nastolatków i powody, które najczęściej skłaniają ich do targnięcia się na własne życie. W „Epidemii” również nie doświadczymy pracy typowych sobowtórów, poznanych wcześniej bardzo dobrze w trakcie lektury „Remedium”. Teraz głównym problemem stają się samobójstwa i pytanie jak im zapobiec, a nie doświadczanie i łagodzenie żałoby. Dotychczasowi pracownicy Wydziału Żałoby przeistaczają się w agentów, szpiegów w terenie, przez co nikt nie wie komu można jeszcze zaufać… Niestety zgodzę się z powszechną opinią blogosfery, że wyjaśnienie całej przyczyny epidemii jest… Rozczarowujące? Tak, chyba tak należy to określić. Spodziewałam się czegoś co mnie zaszokuje, albo przynajmniej chociaż odrobinę zaskoczy, a dostałam marne wytłumaczenie, w dodatku można by rzec, że mocno naciągane… Jednakże ten drobny mankament nie zepsuł całkowicie moich odczuć z tej lektury. „Epidemia” posiada sporo zalet i jest naprawdę dobrą, wartościową pozycją dla młodzieży. Serdecznie polecam Wam zapoznanie się z początkiem Programu!

zaczytana-iadala.blogspot.com

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz dodać zdjęcie (JPEG)