Jedyny pirat na imprezie

16 czerwca 2016

799866gwiazdka-4Jedyny pirat na imprezie – Stirling Lindsey

Wydawca: Feeria

Na social media narzeka wiele osób. Kradną czas, uzależniają i często przetwarzają nieprawdziwe informacje. Jak wszystko jednak, tak i one mają swoją dobrą stronę. Dają szansę na pokazanie się szerszej grupie odbiorców, ba! Na jakiekolwiek zaprezentowanie się. Nie potrzebujesz milionów na koncie, nie musisz mieć zaplecza w postaci znanych przyjaciół. Wystarczy Ci kamera, ziarnko odwagi, kopa talentu i konto na youtubie. Właśnie tak „powstała” Lindsey Stirling. Nie będę oszukiwać i pisać o swojej wielkiej sympatii do tej dziewczyny. Nigdy wcześniej o niej nie słyszałam, nigdy jej nie widziałam i po prostu jej nie znałam. Cieszę się jednak, że miałam okazję przeczytać autobiografię tego krótko przystrzyżonego, rudego anioła, bo biorąc pod uwagę czas (czerwiec to sesja, a sesja to studencka męka), motywacja i – tak, tak – kopniak w tyłek jest tym, co jest mi teraz najbardziej potrzebne. Lindsey to nie tylko youtuberka, to przede wszystkim fenomenalna i oryginalna skrzypaczka. Niemożliwym jest, by czytając jej książkę nie czuć przemożnej chęci do odtwarzania wspominanych piosenek na youtubie. A że uwielbiam książki z własną ścieżką dźwiękową ( 🙂 ) to „Jedyny pirat na imprezie” stał się jeszcze bardziej bliski memu sercu. Mam uczulenie na wszelkie poradniki czy książki motywacyjne. „Zmień swoje życie!”, „Dasz radę!”, „Nie łam się!” krzyczą i rozdają rady na prawo i lewo. Tylko co z tego, skoro są to rady idealne dla robotów, nie zwykłych ludzi? Co to za książki, które mówią, że droga na sam szczyt jest prosta i przyjemna jak spacer po porannego croissanta? Opowieść Lindsey jest inna, bo Lindsey jest przede wszystkim prawdziwa. Nie koloryzuje rzeczywistości i nie mydli nam oczu, wspomina o problemach z odżywianiem, o byciu opluwaną za swoją wiarę i o wyśmianiu przez samego Piersa Morgana. Opowiada o kulisach swego udziału w „America’s Got Talent”, o braku wiary we własne umiejętności i o „graniu do kotleta”. Pozwala nam zajrzeć w jej „nowy świat” i pokazuje, jak sukces zmienił nie ją, ale jej życie. Jest przy tym tak naturalna i zabawna, że napisaną przez nią (przy drobnej pomocy siostry) autobiografię czyta się jak świetną, dowcipną powieść. Często próbuje nam się wmówić, że bycie innym jest złe. Że wychylanie się i wyróżnianie z tłumu nie przyniesie niczego dobrego. Lindsey udowadnia, że to właśnie inność jest w cenie. Że nie wszystko przychodzi łatwo i nie wszystko będzie nam podane na złotej tacy. Ale skoro ona dała radę to w zasadzie dlaczego Ty masz sobie nie dać? Marzenia są po to, by je gonić. Bo „the sky is not the limit”. Naprawdę.

Półka na książki

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz dodać zdjęcie (JPEG)