Królowa cieni

29 marca 2017

Królowa cieni – Maas Sarah J.

Wydawca: Uroboros

Aelin po kilku miesiącach przebywania w Wendlyn, wraca do Adarlanu. Zabójczyni wraca silniejsza, po treningu z Rowanem potrafi walczyć jeszcze lepiej. W Adarlanie jednak dziewczyna traci swoją moc władania ogniem. Królowa Terrasenu nie jest jednak sama. Z pomocą przyjaciół – Chaola, Lasandry, kuzyna Aediona, oraz Rowana szykuje zemstę dla okrutnego króla. Jak już jesteśmy przy bohaterach… ludzie kochani, czy tylko mnie tak bardzo Chaol na początku wkurzał?! Miałam ochotę wejść do książki i porządnie nim potrząsnąć. Z biegiem czasu jednak się zrehabilitował w moich oczach. W czwartym tomie poznajemy w końcu człowieka, który uratował i wytrenował Celaenę – Arobynna Hamela. Sama Aelin jednak nie żywi do niego zbyt przyjaznych uczuć. Nie po tym, co Król Zabójców zrobił jej ukochanemu kilka la t wcześniej. Postać Hamela odgrywa w Królowej cieni dosyć spore znaczenie i myślę, że autorka dobrze zrobiła nie wciskając go do poprzednich części, gdyż idealnie wykorzystała potencjał owego bohatera w tym konkretnym tomie. Bardzo ciekawy zabieg Sarah zrobiła łącząc w pewnym momencie ścieżki wiedźm i naszej grupki bohaterów. Owe wiedźmy są bardzo interesującymi postaciami w tej serii, ale nie ukrywam, że ich wątek lubię najmniej, mimo że w Królowej cieni już bardziej je polubiłam. Po skończeniu Dziedzictwa ognia, sądziłam, że trzecia część jest najlepsza. Myliłam się okay? Trzeci tom owszem, był świetny, ale czwarty był jeszcze lepszy *.* Aż się boję pomyśleć, co będzie w piątym. Królowa cieni może i ma ponad 800 stron, ale jej objętość widać tylko po tym, że jest ona ciężka XD Treść ani trochę się nie dłuży, w tych całych ośmiuset stronach nie ma miejsca na nudę… Tam się co chwile coś dzieje. Raz śledzimy wydarzenia z udziałem wiedźm w Morath, czasami zaglądamy do zamku zobaczyć co u naszego biednego Doriana, ale jednak najczęściej śledzimy losy Aelin i jej towarzyszy. Nie wiem jak Maas to robi… ale czytając jej książki, mam wrażenie, że uczestniczę w tych wszystkich wydarzeniach razem z jej bohaterami. W Królowej nie było inaczej. Wiadomo, że książki przenoszą do innego świata ale… jak czytałam zakończenie (a jak wiemy, w zakończeniach Sarah szczególnie nie ma dla nas litości) miałam wrażenie, że jestem w Adarlanie razem z Aelin i resztą. Kiedy odłożyłam czytanie, aby iść spać, rzeczywistość uderzyła we mnie jak obuchem. Cały czas myślami krążyłam w tym świecie. Ciężko jest wykreować aż tak realistyczny świat, więc może i to mówiłam, ale powiem jeszcze raz – Sarah to mistrzyni świata fantasy. Wyżej wspomniałam, że zakończenie typowe dla niej. Oj tak, bardzo podobne emocje, jak przy końcówce ACOMAFU… wściekłość, ból, przerażenie, lęk, radość, strach, euforia i tysiąc innych określeń. To mnie rozbiło. Skończyłam Królową z uśmiechem na twarzy, bo pomimo pewnego smutniejszego wątku, zakończenie mnie zadowoliło. Teraz z jednej strony z niecierpliwością czekam na Imperium burz… ale z drugiej…. kto wie, ile będziemy musieli czekać na kolejną część… zabookowanyswiatpauli.blogspot.com

Paula

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz dodać zdjęcie (JPEG)