Miasto glin

15 listopada 2016

miasto-glin_okladkagwiazdka-3-5Miasto glin – Slaughter Karin

Wydawca: Muza

Miasto glin” jest pierwszą jak dotąd pozycją napisaną przez tę autorkę, którą miałam okazję przeczytać. Słyszałam o jej innych powieściach: „Fatum”, „Ofiara” czy „Niewidzialny”, lecz nigdy nie byłam nimi aż tak zaintrygowana by sięgnąć po którąś z nich… Atlanta 1974. Kate Murphy jest świeżo upieczoną policjantką. W zdominowanym przez kult macho Wydziale Policji miasta Atlanta nikt nie ma litości dla nowicjuszy. Poza tym to najgorszy dzień na rozpoczęcie służby – nad ranem został zastrzelony jeden z najbardziej lubianych funkcjonariuszy. To kolejna ofiara grasującego w mieście Strzelca. Koledzy z wydziału pałają żądzą zemsty, a miasto, w którym napięcia na tle rasowym sięgają zenitu, znajduje się na krawędzi wojny. Schwytaniem Strzelca powinni zająć się prawdziwi gliniarze. Odsunięte od sprawy Kate Murphy i jej partnerka Maggie Lawson podejmują własne śledztwo. Tymczasem zabójca czyha na następną ofiarę … Pierwszą moją myślą po przeczytaniu książki, było stwierdzenie, że faceci to wredne i szowinistyczne dupki, a ja od dziś będę „zatwardziałą” feministką. Zrozumiecie, gdy przeczytacie. Autorce należy się duży plus za niezwykle obrazowo przedstawioną Atlantę w połowie lat 70-tych ubiegłego wieku. Styl pisania autorki jest prosty i przyjemny w czytaniu. Fabuła jest ciekawa i wciągająca, nie mniej jednak uważam, że powieść ta byłaby dużo ciekawsza gdyby była krótsza – nad niektórymi wątkami autorka zdecydowanie zbyt długo się rozwodziła. W książce tej zabrakło mi także odrobiny dramaturgii, terroru i krwi. Nie było w niej nic drastycznego, co sprawiłoby, że ta książka zostałaby w mej pamięci na dłużej. „Miasto glin” zawiera w sobie cechy dobrego kryminału: przemyślana fabuła, niespodziewane zwroty akcji, tajemnice, morderstwa. Niestety zabrakło mi tego CZEGOŚ. Kryminał ten był po prostu dobry, nic poza tym. Zapewne sięgnę po inne książki tej autorki, ale zapewne tylko po to, by sprawdzić, czy po ich przeczytaniu również będę czuła taki niedosyt jak po „Mieście glin”. Jeśli chodzi o bohaterów, oni również nie należą do mocnych stron tej powieści. Większość z nich jest na swój sposób dość przewidywalna. Bywały takie postacie, do których pałałam wręcz czystą nienawiścią, np. Terry Lawson. Autorka nie wykreowała żadnej postaci, którą mogłabym polubić. Bywały takie momenty, gdy żarty i poczucie humoru Gail doprowadzały mnie do śmiechu, nie mniej jednak postać tej kobiety nie przypadła do mojego gustu. Podsumowując, „Miasto glin” okazało się być dla mnie rozczarowaniem, nie mniej jednak książka sama w sobie nie jest zła. Jeśli macie ochotę na krwawą jatkę i sprawę kryminalną „tykającą jak bomba” zalecam sięgnięcie po jakąś inną pozycję. Moja ocena: 6/10

Girl from Stars

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz dodać zdjęcie (JPEG)