Podniebny lot

27 grudnia 2016

podniebny-lot_okladka

gwiazdka-4Podniebny lot- R. K. Lilley

Wydawca: Helion

Recenzja również na: http://bookparadisebynatalia.blogspot.com/ ” – Masochistki też potrzebują kochanków – powiedziałam łagodnie. – Co taka dziewczyna jak ja miałaby zrobić bez kogoś takiego jak ty? Może każdy jest dobry dla kogoś. – Dziękuje. To piękne, co powiedziałaś. Właśnie wtedy, gdy obawiałem się, że nic cię nie obchodzę, ty dałaś mi trochę nadziei. ” Sięgając po „Podniebny lot” nastawiona byłam na kolejny erotyk, z fabułą podobną do tej z „50 twarzy Greya”, ponieważ teraz zazwyczaj tak kształtowane są wszystkie książki z tego gatunku. Musi być bezwzględny i bogaty Pan, który doświadczył w życiu cierpienia, niedoświadczona Uległa, będąca dziewicą z kłopotami finansowymi, którą również skrzywdziło życie oraz perwersje, BDSM, „zabawki”, pokój zabaw/bólu, byłe kochanki, kłopoty w raju, wielka miłość od pierwszego wejrzenia i rozstania – czyli oklepana, bezmyślna i powtarzająca się fabuła. No i cóż… „Podniebny lot” jest podobny, ale ma w sobie magiczną iskierkę, dzięki której przyjemnie czytało się tę książkę. Bianca jest stewardessą, która obsługuje ekskluzywne linie lotnicze. Pewnego dnia na jej pokładzie pojawia się przystojny, umięśniony James, na którego od razu zwraca uwagę, oczywiście z wzajemnością. Jednak dziewczyna będąc 23-letnią dziewicą zrzuciła wszystko na wygląd tajemniczego mężczyzny i miała nadzieję, że ich drogi po tym locie nigdy więcej się nie skrzyżują. Ale James planował coś innego. Zauroczony dziewczyną wykupuje kolejny lot, na którym zaprasza ją do wspólnej zabawy. Bez owijania w bawełnę od razu wyznaje jej, że nie umawia się na randki i będzie zabawiał się z nią w najlepsze, będzie do niego należeć, będzie jego. Po odmowach i przemyśleniach  Bianca przyjęła propozycję, stwierdzając, że jest to idealny kandydat do utraty cnoty i może to być ciekawa przygoda. I tak oto ich tygodniowy romans się rozpoczął. Ale czy na tygodniu się skończy? James niesamowicie bogaty i przystojny mężczyzna, który w swoim życiu doświadczył cierpienia. Nie bawi się w związki, on tylko perwersyjnie się zabawia. Z czułego kochanka szybko zamienia się w dominującego Pana Cavendisch. Bianca od razu wpadła mu w oko, to było jak miłość od pierwszego wejrzenia. Wiedział, że dla niej jest w stanie wiele poświęcić. Ale to, co wydarzyło się później mocno go zszokowało. Ten James jest taki słodki dla Bee! A to, jak on o nią zabiega, troszczy się, jest zazdrosny! No po prostu nie da się go nie kochać! ” – Czy powinnam go w ten sposób namalować? Czy może zmięknie? – Lepiej namaluj go w takim stanie – roześmiał się. – Nie zapowiada się, żeby miał opaść w najbliższym czasie. Ma własne zdanie. ” Nie przepadam za erotykami, które oparte są na BDSM, nie kręci mnie wieszanie pod sufitem, czy też robienie innych, (z mojego punktu widzenia) dziwnych rzeczy, gdzie ON jest bezwzględny, a ONA ma głupią nadzieję, że to zmieni. W „Podniebnym locie” tego nie ma, Bianca nie chce zmieniać Jamesa, ona chce tylko zabawić się podczas przelotnego (jak ma nadzieję) romansu, zdaje sobie sprawę, że jego świat nie jest dla niej, że będzie to jedynie kolejne doświadczenie w życiu i łamanie swoich barier. I to mnie w tej książce niesamowicie zauroczyło. Bo Bianca wie czego chce i nie pcha się do jego łóżka z głupimi, złudnymi nadziejami. To właśnie sprawia, że ta książka jest inna od całej reszty bezsensownych erotyków. Ale to nie jest jedyne, co mi się w tej książce spodobało. BDSM, które tu występuje nie jest agresywne, a Pan nie chce tego robić tylko w pokoju zabaw. O nie. James na początku nie zabrał Bee na swój plac zabaw, zabrał ją dopiero później, a na samym początku uprawiał z nią seks na łóżku lub też w miejscach do tego nieprzystosowanych (chociażby toaleta w samolocie). Jest między nimi namiętność, uczucia, emocje, których często brakuje mi w erotykach. Nie czułam, że jest to sztucznie pisane. Jednak zwariowałabym, gdyby było tak idealnie. Pierwszą rzeczą, która mi nie przypasowała, to bezpośrednie wepchnięcie czytelnika do książki i szybkie rozpoczęcie znajomości Bee i Jamesa. Nienawidzę, gdy autorzy robią takie rzeczy. Dla mnie musi być wprowadzenie w książce i koniec. A tutaj go nie było, praktycznie od samego początku Bianca wzdychała na widok Jamesa. I pomyślałam przez to, że będę miała do czynienia z typową głupią lalką. Ale na szczęście Bianca okazała się inna, o wiele lepsza, inteligentna, więc złapała u mnie za to ogromny plus. Okazało się, że potrafi się opanować i nie pchać w ramiona przystojniaka od razu.  Język książki jest przyjemny dla oczu, bardzo fajnie się czyta, ale niewątpliwie występuje wiele nadużyć zaimka „się”, który aż mnie drażnił i go pomijałam. Nie wiem, czy to wina autorki, czy też korekta nawaliła, ale gryzło mnie to, bo co za dużo, to nie zdrowo. Mieszane uczucia pozostały mi do jednej kobiety, a mianowicie do starej „przyjaciółki Jamesa” (myślę, że wiecie, jaki rodzaj przyjaźni mam na myśli). Jednocześnie poczułam niechęć, irytację i zachwyt, bo jest to powtarzany wątek, a z drugiej strony był on inny od pozostałych, wyróżniał się poprzez kilka ważnych cech (nie zdradzę jakich, ponieważ zepsuję wam lekturę). Reasumując… „Podniebny lot” zdecydowanie mi się spodobał, chociaż było kilka małych zgrzytów i niedociągnięć, to całość wypadła świetnie, a ja miałam problem z oderwaniem się od lektury. W pewnym stopniu było to dla mnie wyzwanie oraz przekonanie, czy są jeszcze osoby, które z czegoś, potrafią stworzyć „coś”. R.K. Rilley chociaż nie miała oryginalnego pomysłu, potrafiła pokierować fabułą i pozmieniać kilka rzeczy tak, aby spodobała się czytelnikowi. Po tej lekturze od razu zabieram się za drugi tom, ponieważ koniec mnie niesamowicie zaciekawił i sprawił, że chcę poznać dalsze losy bohaterów i decyzje Bee.

autor: BookParadise

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *