Remedium Tom 0

13 sierpnia 2016

778913gwiazdka-4Remedium Tom 0 – Young Suzanne

Wydawca: Feeria

Suzanne Young jest młodą autorką znaną dzięki bestsellerowej serii książek „Program”. Pochodzi z Utica w stanie Nowy Jork, ale przeprowadziła się do Arizony, aby jak mówi „spełnić swoje marzenie, by nie zamarznąć na śmierć”. Jest pisarką i nauczycielką języka angielskiego, choć nie zawsze w tej kolejności. „Remedium” jest kolejną częścią wyżej wspomnianej serii poprzedzającą wcześniej wydaną „Plagę samobójców” i „Kurację samobójców”. Niestety nie miałam okazji przeczytać poprzednich tomów, ale wydaje mi się, że „Remedium” może spokojnie funkcjonować jako odrębna, samodzielna opowieść. Mimo wszystko, liczę na to, że z pozostałymi książkami zapoznam się już niebawem. Siedemnastoletnia Quinlan McKee trudni się niezwykłą, niecodzienną profesją. Jest sobowtórem, do którego zadań należy prowadzenie terapii żałobników, aby doszli do siebie po straci bliskiej osoby i pogodzili się z jej odejściem. Wciela się więc w rolę zmarłych nastolatek, przejmując cechy ich charakteru, zachowania, a nawet wyglądu, aby spędzić z ich rodzinami jeszcze kilka wspólnych chwil. W jej pracy obowiązuje jednak twarda reguła – nie może się emocjonalnie angażować. Kolejne zlecenie jest inne niż wszystkie. Musi wcielić się w zmarłą niedawno w tajemniczy sposób Catalinę Barnes, która za życia miała wiele sekretów. Terapią zostają objęci rodzice Cataliny oraz jej chłopak, zaś jej siostra Angie odmawia udziału w procesie wychodzenia z żałoby. Jak nietrudno się domyślić, Quinlan udająca Catalinę łamie najważniejszą z zasad w profesji sobowtóra, w dodatku zbliża się do Isaaca i angażuje w niebezpieczną, zakazaną znajomość. Czy dziewczynie uda się rozwiązać zagadkę śmierci Cataliny? Jak potoczą się relacje między Quinn a Isaac’iem? Czego bohaterka dowie się po zakończeniu tego wymagającego zlecenia? Ponieważ „Remedium” to prequel serii „Program”, czytanie nie sprawiło mi żadnych trudności. Nie musiałam martwić się bohaterami, o których nie mam bladego pojęcia i wydarzeniami, których nie zaobserwowałam na łamach poprzednich części. Mogę swoją przygodę z tym cyklem zacząć od samego początku, co ogromnie mnie cieszy. Jestem pod wrażeniem bohaterki. Quinlan to młodziutka osoba, która od wielu lat jest sobowtórem. Przeżywa wewnętrzne rozdarcie, ponieważ sama nie wie już, kim tak naprawdę jest. Na swoim koncie ma dziesiątki, a może i setki zrealizowanych zleceń, a każde z nich oznaczało przybranie nowej tożsamości. Niewiele czasu spędziła ze swoim ojcem we własnym ciele jako Quinlan McKee. Ciągle trafiała do obcych ludzi, którzy od chwili przekroczenia ich progu stawali się jej nową rodziną. Była przekazywana z rąk do rąk jak niechciana sierota z Domu Dziecka. A jeśli już zeszłam na temat Domu Dziecka, chcę nadmienić, że Quinn jest półsierotą. Nie pamięta swojej biologicznej matki, która zmarła, gdy dziewczyna była jeszcze dzieckiem. Zamiast tego jej wspomnienia nawiedzają obrazy kobiety, która była uczestniczką jednej z terapii. Były chłopak Deacon nieustannie przypomina bohaterce o jej własnym „Ja”, by nie zatraciła się w żadnej odgrywanej postaci. Mimo rozstania nadal łączą ich przyjazne stosunki, choć jest to trudna, wymagająca poświęceń przyjaźń, często pełna bólu i cierpienia. Pozostali bohaterowie to wybuchowa mieszanka charakterów. Aaron – dobry przyjaciel Quinn, czy Angie – kłótliwa siostra Cataliny, która nienawidzi jej sobowtóra i nie zamierza ukrywać się ze swoimi negatywnymi emocjami. Fabuła książki może budzić liczne kontrowersje. Jak obca osoba może zająć miejsce kogoś, kogo znało się od lat i spędzało z nim niemalże każdy dzień życia? Jak można zaakceptować taką osobę i to dobrowolnie? Jak można samego siebie oszukiwać? Patrzeć na X i wmawiać sobie, że to ukochany Y. Halo, gdzie tu jakakolwiek logika? A jednak znalazłam sens i myślę, że każdy z Was po przeczytaniu „Remedium” zrozumie, ile znaczy móc ponownie spotkać się z kimś, kto odszedł już na zawsze. Autorka posługuje się prostym językiem, ma lekkie pióro, więc książkę czyta się płynnie, z dużą przyjemnością. Potrafi zaskoczyć czytelnika i to niejednokrotnie, więc warto przeczytać powieść do samego końca. Momentami trochę mi się dłużyła, ale nie dałam nudzie za wygraną. Historia zapewnia nam istną huśtawkę emocji, a w dodatku porusza wiele poważnych tematów. Możecie też liczyć na wątek miłosny, który sprytnie został wpleciony w fabułę. „Remedium” to książka dobra nie tylko dla miłośników serii „Program”. Mogą po nią sięgnąć również fani dystopii, czy fantastyki, ale jestem przekonana, że każdy czytelnik znajdzie w niej coś w sam raz dla siebie.

Freya

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz dodać zdjęcie (JPEG)