W rytmie passady

15 czerwca 2017

W rytmie passady – Dąbrowska Anna

Wydawca: Zysk i S-ka

Całość na moim blogu: http://nie-oceniam-po-okladkach.blogspot.com/2017/05/43-w-rytmie-passady-anna-dabrowska.html#more Są takie chwile w życiu czytelnika, że gdy natrafia na okładkę książki, a następnie zapoznaje się z jej opisem to już wie, że po prostu musi poznać tę historię. Ja tak właśnie miałam z W rytmie passady – Anny Dąbrowskiej. Można powiedzieć, iż historia rozpoczyna się „z przytupem”. Już na wstępie poznajemy Julitę Poll (główną bohaterkę) i jej szaloną przyjaciółko – kuzynkę Olę Zawadzką. Dziewczyny są przeciwieństwem. Julita jest nieśmiałą, skromną nastolatką i uczennicą warszawskiego liceum. Mieszka z mamą. Nie chodzi na imprezy, a tym bardziej na randki. Jest pośmiewiskiem wśród rówieśników. Zawsze trzyma się na uboczu. Czas wolny spędza wśród książek, kolorowanek, a od pewnego czasu też na sali treningowej, oczywiście za namową Olki. Już na początku lektury można wywnioskować, iż Julita dźwiga ciężki bagaż doświadczeń, a jej przeszłość nie należy do beztroskich. Demony przeszłość, nie dają o sobie tak łatwo zapomnieć. Brzemię, które nosi każdego dnia przypomina jej o strasznych wydarzeniach, które miały miejsce trzy lata temu. Co takiego wydarzyło się w życiu dziewczyny, iż wciąż odczuwa paniczny strach, ból, wstyd, a każdy dotyk i stresująca sytuacja powoduje, iż wstrząsają nią torsję? Prawdę zna tylko Ola, a mama Julity musiała zadowolić się zupełnie innym przebiegiem tych wydarzeń…Julita i Ola uczęszczają dwa razy w tygodniu na treningi tańca i fitnessu połączone z zumbą w starym magazynie. Kiedy pewnego dnia spóźnione wpadają na sale treningową, coś im nie pasuje. Zajęć nie prowadzi Karolina – ich stała trenerka, tylko tajemniczy przystojniak – Kuba. Chłopak gdy tylko zobaczył Julitę na sali, od razu swoją uwagę skierował właśnie na nią. Dziewczyna jednak nie ma ochoty być jego obiektem westchnień, a tym bardziej nie ma ochoty zawierać nowych znajomości. Aczkolwiek absolutnie nie zdaje sobie sprawy z tego, iż ta dociekliwa obserwacja przez nowego instruktora, spowoduje pojawienie się w jej życiu pewnego mężczyzny… Mianowicie Marcela Ruckiego – przystojnego, dwudziestoośmioletniego nauczyciela tańców latynoamerykańskich. Mężczyzna nie zawsze traktował swoje życie na poważnie, i nie zawsze podejmował słuszne i właściwe decyzje… Kiedyś w jego życiu liczyła się spontaniczność. Jednak kiedy dowiedział się, iż jego matka jest poważnie chora, zmienił się diametralnie. Można powiedzieć, iż wydoroślał. Tak bardzo chciałby aby jego mama wyzdrowiała. Aczkolwiek zdobycie pieniędzy na jej leczenie graniczy z cudem… Jednak Kuba wpada na całkiem dobry pomysł. Wymyślił jak może pomóc swojemu koledze w zdobyciu pieniędzy dla matki. Marcel musi tylko wystartować w konkursie tańca z amatorką. A amatorką ma być właśnie Julita. Czy Julita zgodzi się takie wyzwanie? Kizomba to intymna i bliska gra dwóch ciał… Czy dziewczyna będzie w stanie pokonać swoje lęki? Czy nauczy się tego tańca w trzy miesiące? Czy będzie potrafiła w końcu komuś zaufać znieść jego dotyk? I czy wyzna mu prawdę o swojej druzgocącej przeszłości? Jeżeli chcecie poznać odpowiedzi na te i inne pytania, które już pewnie zrodziły się w Waszych głowach to koniecznie musicie przeczytać całą książkę! Fabuła może wydawać się Wam trochę banalna. Dziewczyna z bagażem doświadczeń poznaje chłopaka, mają razem zatańczyć i wygrać konkurs, aby matka chłopaka wyzdrowiała. Musze jednak przyznać, że w tej książce, nic nie jest banalne. Cała fabuła odchodzi od schematu. Nie ma przewidywalnych wątków. Nic nie jest takie, jakby wydawać się mogło. To co Autorka robi z czytelnikiem nie mieści się w głowie! Czytając W rytmie passady układałam sobie różne scenariusze, ale nic się nie sprawdziło. Wówczas tak bardzo się ucieszyłam. Anna Dąbrowska, mówiąc trochę kolokwialnie odwaliła kawał dobrej roboty! Ta książka, jest jeszcze lepsza od poprzedniej, a co to dopiero będzie dalej… Z każda kolejną stroną W rytmie passady byłam zaintrygowana, zaciekawiona. Tak bardzo chciałam ją przeczytać szybko, aby poznać zakończenie, ale były takie momenty, że po prostu musiałam odłożyć na chwilę książkę, aby zaczerpnąć tchu. Mówię Wam, taka lawina emocji, na wszystkich 392 stronach… Bardzo sobie cenię styl pisania Anny Dąbrowskiej. Autorka kapitalnie tworzy plastyczne opisy, a także z dużą swobodną buduje rzetelne dialogi. Anna posługuję się również pięknym i bogatym językiem. Rewelacyjnie stopniuje napięcie, a każdą stronę czyta się z niecierpliwością i nieostającym zaciekawieniem. Cieszę się, że Autorka ponownie postawiła na dwutorowy przebieg wydarzeń. Za pomocą takiego rozwiązania, bohaterowie odsłaniają przed czytelnikiem swoje głęboko skrywane myśli i uczucia, i stają się czytelnikowi bliżsi. Zdecydowanie jest to duży atut tej książki. Kolejnym plusem tej powieści, jest to, iż Autorka w sposób autentyczny opisała traumę Julity. Tak bardzo się ucieszyłam, jak pojawił się taki fragment. Z zapartym tchem śledziłam relacjonowana wydarzenia z przeszłości Julity. To co ją spotkało, wywołało w mnie ogromny ból, smutek i rozpacz. Autorka w bardzo wnikliwy sposób, przedstawiła ten fragment, nie bała się tego. Jestem niezmiernie usatysfakcjonowana. Zdecydowanie podnosi to wartość książki. Pewnie sobie myślicie sobie, iż wnikliwy opis druzgocącej przeszłość Julity to jedyny moment kiedy autorka mnie pozytywnie zaskoczyła, wywołała ciarki na moim ciele, muszę Was wyprowadzić z błędu! Gdzieś tam podświadomie zdawałam sobie jednak sprawę, iż zakończenie będzie jeszcze bardziej przygnębiające, ale to co przygotowała dla czytelników Anna Dąbrowska „po drodze” to… No po prostu brak mi słów! Coś niesamowitego. Wstrząs, szok, poruszenie i ogromne niedowierzanie… W książce nie ma przypadkowym wątków, a emocje z niej bijące są tak bardzo realistyczne. Autorka świetnie skonstruowała bohaterów, są rzeczywiści, barwni i wyraziści. Ponadto imponujący jest również intensywnie skonstruowany wątek miłosny, który nadaje powieści piękne barwy. Imponujący jest prolog, imponujący jest punkt kulminacyjny, imponujące jest zakończenie. Ogólnie rzecz ujmując – całość jest imponująca! Po skończonej lekturze długo jeszcze trzymałam książkę w swoich objęciach, jakbym naprawdę wierzyła w to, iż jej cały urok, czar i piękno po prostu we mnie wsiąknie i wtedy staniemy się jednością. Ta książka pozostanie w moim serce na długie, długie lata… Anna Dąbrowska tak mnie zaskoczyła, że po lekturze napisałam do niej i zakomunikowałam jej, że przy najbliższej okazji ją uduszę za to co ze mną zrobiła i za to co zrobiła z bohaterami. Epilog oczywiście powalił mnie na kolana, wywołał ciarki na moim ciele, i dał tyle do myślenia… Czy macie tak, że czasami po przeczytaniu jakiejś książki, siedzicie jeszcze kilka chwil wbici w fotel, czy w kanapę, krzesło nie poruszacie się i popadacie w zadumę, nostalgię? Brakuje Wam jakichkolwiek słów i postanawiacie przeanalizować, to co przed chwilą zostało Wam opowiedziane? Nie potraficie przejść do porządku dziennego, nie wiecie co ze sobą zrobić, bo cały czas przeżywacie historie zawartą na stronach powieści, która wywołała w Was wachlarz uczuć, niepowtarzalnych emocji? Jak tak właśnie miałam z W rytmie passady. Historię Julity i Marcela po prostu przeżywa się całą sobą. Przepraszam wszystkie wydarzenia, które miały miejsce w książce przeżywa się całym sobą… Te emocje, które wywołuje w czytelniku Autorka wpadają do naszego krwiobiegu i nie sposób się ich tak po prostu pozbyć. Lektura godna podziwu, a satysfakcja oczywiście gwarantowana (ale to już chyba pisałam prawda?) Książka rozdziera duszę, porusza do granic możliwości i niszczy emocjonalnie. Kocham tę historię całym moim sercem. Koniecznie musicie ją przeczytać, choćby się waliło i paliło.

autor: Hanna

Jeden komentarz

  • Gosia 19 czerwca 2017jako13:28

    Książka naprawdę zapowiada się świetnie! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz dodać zdjęcie (JPEG)