Załącznik

11 października 2016

zalacznik_okladkagwiazdka-4-5Załącznik – Rowell Rainbow

Wydawca: HarperCollins Polska

Rainbow Rowell często bywa porównywana do Johna Greena i innych twórców młodzieżowych powieści. Jest to dla niej o tyle krzywdzące, że w umysłach wielu automatycznie plasuje się jako autorka książek dla nastoletnich odbiorców, pisząca na pograniczu YA/NA. Jak się okazuje – całkiem niesłusznie. Rowell ma na swoim koncie kilka powieści dla starszych czytelników, co coraz częściej zauważają wydawnictwa. Coraz częściej to zauważają, a co za tym idzie – coraz częściej je wydają. Tym razem o swoją chwilę chwały i sławy postanowiło zawalczyć „Attachements”, znane u nas jako swojski „Załącznik”. Lincoln O’Neill nie jest zadowolony ze swojego życia. Powoli zbliża się do trzydziestki, jedną nogą ciągle tkwi w przeszłości i jak na złość musi ponownie zamieszkać z matką (co, swoją drogą, nie przeszkadza mu tak bardzo jak powinno). Wciąż rozpamiętuje nieudany związek sprzed lat i ugrzązł w pracy, która nie mogłaby być bardziej pozbawiona sensu. Do czasu. Gdy w firmowej korespondencji natyka się na listy Jennifer i Beth, które naginają regulamin, nie wysyła im upomnienia. Nie robi też tego następnym razem. Ani dziesiątym. Zakochuje się w jednej z przyjaciółek, choć zna ją jedynie z wymiany maili – i to maili nieprzeznaczonych dla niego. Postanawia więc odkręcić całą sytuację i poznać tę wymarzoną i idealną dla siebie kobietę. Tylko jak to zrobić, gdy wszystko zabrnęło już za daleko, a „Cześć, kocham cię i czytam twoje maile” nie wydaje się być idealnym początkiem znajomości…? „Załącznik” to moje drugie spotkanie z Rainbow Rowell i chyba świadomie mogę już powiedzieć, że ją lubię. Lubię jej nienachalny, prosty styl; lubię autentycznych bohaterów, których tworzy; lubię nieporadność i nieprzekłamanie, z jakimi opisuje początek każdej znajomości (niezależnie czy mówimy tu o kimś, kto ma lat naście, czy – jak w tym przypadku – trzydzieści). Chociaż „znajomość” w przypadku „Załącznika” to duże nadużycie, bo Lincoln i Beth wcale się nie znają. Co zabawne, my sami poznajemy tylko Lincolna. To jego codzienność śledzimy, towarzyszymy mu w pracy i wspólnie z nim analizujemy nieudany związek. Czytamy też maile, które Jennifer i Beth wymieniają między sobą – i to tak naprawdę jedyny nasz kontakt z Beth, którą mimo wszystko polubiłam. Tego samego nie mogę jednak powiedzieć o Lincolnie, który – pomimo kilku rozczulających scen – okazał się mamisynkiem i dziwnym, milczącym typem, darzącym nadmiernym uczuciem gry komputerowe. Swoim zachowaniem, bardziej niż romantyka, przypominał stalkera; czasem wydawał się błądzącym we mgle dzieckiem i na pewno nie sprawiał wrażenia tak atrakcyjnego, jak to wynikało z późniejszych rozmów pewnych osób. Dostrzegam też spore podobieństwo między nim, a Patem z „Poradnika pozytywnego myślenia” – obaj nieporadni, obaj zwiedzeni i porzuceni, obaj niepotrafiący przystosować się do nowej rzeczywistości. Różnica jest taka, że jeden z nich był bardziej zrównoważony psychicznie. Teraz pytanie – który? 😀 Chociaż Lincoln nie podbił mego serca, nie mogę powiedzieć, że „Załącznik” to słaba książka. Nie potrafię pozostać ślepą i głuchą na jej plusy (które niewątpliwie posiada). Na humor, który idealnie trafi w gust wielbicieli Mhairi McFarlane. Na krótkie, ale pełne uroku momenty, które sprawiają, że szczerzymy się jak głodny do sera. Na to, że cała historia jest poprowadzona bardzo płynnie i że w grucie rzeczy dostajemy to, czego się spodziewaliśmy i czego oczekiwaliśmy. Lekką i przyjemną obyczajówkę. Nie jestem całkowicie zadowolona z zakończenia. I nie chodzi mi o same (dość cukierkowe) wydarzenia, bo te jestem w stanie przełknąć. Nie mogę się jednak wyzbyć przedziwnego wrażenia, że doszło do nich zbyt szybko. Zbyt nagle. Jak gdyby Rowell umknęło dobre kilka rozdziałów. Trochę szkoda, bo nieco popsuło to moje ogólne wrażenia z lektury; nie na tyle jednak, bym zapomniała, że mimo wszystko „Załącznik” to całkiem ciekawa książka. Ciekawa, zabawna i ciepła. Może nie ambitna i nie wybitna, ale za to idealna na nadchodzące jesienne wieczory. Bo z czym jak z czym, ale z ciepłym kocem i kubkiem herbaty w dłoni komponuje się idealnie 😉

Półka na książki

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz dodać zdjęcie (JPEG)